Nie mam czasu na nic, bo mnie stres zżera, ale muszę się pochwalić moimi pierwszymi własnoręcznie (i poważnie!) zrobionymi pisankami wg przepisu mamusi:
sobota, 30 marca 2013
środa, 27 marca 2013
Środing!
Dawno, dawno temu byłam studentką pierwszego roku. I zdarzyło mi się nie być dopuszczoną do egzaminu z chemii, wraz z K. Kiedy inny kuli noc przed egzaminem, my wybrałyśmy się na podbój miasta. I tak oto znalazłyśmy Hormon. Bywałyśmy tam średnio raz na tydzień, a tradycją stało się odwiedzanie go w Wielką Środę. Dziś po raz piąty i niestety ostatni mamy zamiar obijać się o miękką ścianę.
Musicie wiedzieć, że to miejsce jest dla mnie cholernie sentymentalne. Zdaję sobie sprawę, że ten lokal to już nie to (jak kiedyś Kontrasty...), ja nie jestem już taka młoda, mam trochę więcej w głowie oleju, ale... mam zamiar bawić się dziś bardzo dobrze.
A tu macie młodą i piękną Emilkę (i jakże gniewną! - zwróćcie uwagę na tatuaż)
Musicie wiedzieć, że to miejsce jest dla mnie cholernie sentymentalne. Zdaję sobie sprawę, że ten lokal to już nie to (jak kiedyś Kontrasty...), ja nie jestem już taka młoda, mam trochę więcej w głowie oleju, ale... mam zamiar bawić się dziś bardzo dobrze.
A tu macie młodą i piękną Emilkę (i jakże gniewną! - zwróćcie uwagę na tatuaż)
wtorek, 26 marca 2013
Coś mi ostatnio nie tak...
Chodzę, uśmiecham się, mam głupiutkie pomysły, ale... w środku czuję, że coś nie gra. Trzeba to jak najszybciej przepędzić. Mam wrażenie, że dni przeciekają mi pomiędzy palcami, że nic nie robię i tak dalej... A wiem, że wcale tak nie jest. Dane do magisterki obrobione, materiały do drugiej części przygotowane, więc w tej kwestii mam już z górki. Na zajęcia ładnie chodzę, czytanie książek ponad normę, fakt, zaniedbałam trochę angielski, ale wszystko jest do nadrobienia. Teoretycznie NIC się nie dzieje.
Zaczynam się stresować świętami, bo to pierwsze z P., a dokładniej u P. mamy. Cieszę się, dla mnie to jakby nowy etap w związku, hihi, ale... to inny dom, inne zwyczaje, inne tradycje. Pewnie panikuję bez potrzeby, przecież bardzo lubię P. rodzinę, a święta na pewno będą niezapomniane.
A może powinnam się jednak bać, bo moje zdolności kulinarne są... hm... jak to powiedzieć... najlepiej pokaże na przykładzie. Oto co Emilka potrafi zrobić z kupnymi pierogami:
Ale czasem coś mi się udaje, a w domu nie ma dymu jak gotuję:D Teraz np. jestem w fazie przygotowania deserów na jutro i zalewanie galaretek idzie mi całkiem sprawnie.
Właśnie... jutro. Idę kompletnie nieprzygotowana na zajęcia, narażając się tym samym na komentarze prowadzącego typu "internet służy do wyższych celów niż portale społecznościowe". Da się przeżyć. Potem muszę dokończyć deserki, zrobić prezentacje o szkodliwym działaniu fal elektromagnetycznych, napisać krótki referat o DDT, zjeść deserki z P. rodzinką i może wybrać się na środing.
Zaczynam się stresować świętami, bo to pierwsze z P., a dokładniej u P. mamy. Cieszę się, dla mnie to jakby nowy etap w związku, hihi, ale... to inny dom, inne zwyczaje, inne tradycje. Pewnie panikuję bez potrzeby, przecież bardzo lubię P. rodzinę, a święta na pewno będą niezapomniane.
A może powinnam się jednak bać, bo moje zdolności kulinarne są... hm... jak to powiedzieć... najlepiej pokaże na przykładzie. Oto co Emilka potrafi zrobić z kupnymi pierogami:
Ale czasem coś mi się udaje, a w domu nie ma dymu jak gotuję:D Teraz np. jestem w fazie przygotowania deserów na jutro i zalewanie galaretek idzie mi całkiem sprawnie.
Właśnie... jutro. Idę kompletnie nieprzygotowana na zajęcia, narażając się tym samym na komentarze prowadzącego typu "internet służy do wyższych celów niż portale społecznościowe". Da się przeżyć. Potem muszę dokończyć deserki, zrobić prezentacje o szkodliwym działaniu fal elektromagnetycznych, napisać krótki referat o DDT, zjeść deserki z P. rodzinką i może wybrać się na środing.
poniedziałek, 25 marca 2013
Best Blog Award
Łiii, nie za bardzo wiem o co w tym wszystkim chodzi, ale zostałam nominowana przez lasubmersion za co bardzo dziękuję. Kiliszek wina w dłoń, serek pleśniowy na zagryzkę i lecim z koksem:
1.Co jest dla Ciebie ważniejsze:mieć czy być?
Zdecydowanie BYĆ. Często zastanawiam się, co by było gdybym nagle musiała zacząć od zera i myślę, że bez problemu bym sobie poradziła. Mam dwie ręce, mam dwie nogi, głowę na karku - trzeba czegoś więcej do szczęścia?
2.Jaką formę związku preferujesz: konkubinat,związek partnerski czy małżeństwo?
Yyy, czym się różni konkubinat od związku partnerskiego? Z racji, że nie lubię pierwszego określenia, to obstawiam że jestem za związkiem partnerskim. Jeśli dwoje ludzi się kocha, jest im ze sobą dobrze, to myślę, że nie trzeba tego szczęścia zapisywać na papierku. Natomiast jeśli dwoje ludzi stwierdza, że to jednak nie to, że się coś skończyło, że nie ma już tego floł, to czemu papierek ma ich powstrzymywać przed szczęściem osobno? No dobra, przyznaje się, śnił mi się własny ślub - tak, taki z białą suknią, rodzicami, weselem i... obudziłam się zlana potem, a P. kazałam oświadczać, że nigdy ślubu nie weźmiemy.
3.Co cię motywuje do działania?
Słońce i piwo. Jak tylko przychodzi wiosna, to jakbym na jakiś prochach jechała, banan na gębie i motorek w dupie. A piwo... hmm.. procenty sprawiają, że czuję, że mogę wszystko. To chyba nie jest zbyt pedagogiczne, ale tak niestety jest. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że wystarczy mi kilka łyków, hihi. Nie, nie pije piwa codziennie:D
4.Co cię motywuje do działania w gorszych momentach?
Stres. Ten to dopiero potrafi mnie zmotywować. Presja czasu i takie tam. A w tych takich dołkowatych to oczywiście P., który zawsze jest przy mnie.
5.Za 10 lat chciałabyn/chciałbym....
Mieć gromadkę dzieci i żółwia. A do tego własną firmę kosmetyczną. I jeszcze chciałabym chodzić do Kasi na babeczki. O tym, że chciałabym wciąż zasypiać z tym samym mężczyzną co dziś chyba nie muszę pisać ;)
6.Najważniejsze osoby w Twoim życiu to...
Mama i P.
7.Twoje wymarzone miejsce do mieszkania
Tylko jedno?:( Bardzo fajnie mieszka mi się w obecnym, to nasze pierwsze wspólnie wite gniazdko, a P. się ze mną przekomarza, że ostatnie. Jeszcze jakiś czas temu byłam przekonana, że chcę zamieszkać w mazurskiej chacie (koniecznie drewnianej!), ale ostatnio zakochałam się w starych willach na szczecińskim Pogodnie. Na dzień dzisiejszy marzę o takowej, z wielkim ogrodem, ja stara wariatka-kociara, P. stary gbur w swoim warsztacie z drukarką 3D.
8.Jaką książkę/książki obecnie czytasz?
"Mnie zabić" Joanny Chmielewskiej. Kocham tą kobietę, kocham jej styl pisania. P. czytając tylko fragment powiedział coś w stylu "jakbym Ciebie słuchał za kilkadziesiąt lat". A w kolejce czeka "101 rzeczy lepszych od diety"
9.Jakie cechy drugiego człowieka są dla Ciebie najważniejsze?
Szczerość, lojalność, poczucie humoru, posiadanie własnego zdania, nieprzeciętność
10.Twoje motto
Tylko idiota ma porządek, geniusz panuje nad chaosem.
Uff... Wybaczcie, że nikogo nie wyznaczam, bo mało kogo tu jeszcze znam. Kiedyś to nadrobię, obiecuję.
1.Co jest dla Ciebie ważniejsze:mieć czy być?
Zdecydowanie BYĆ. Często zastanawiam się, co by było gdybym nagle musiała zacząć od zera i myślę, że bez problemu bym sobie poradziła. Mam dwie ręce, mam dwie nogi, głowę na karku - trzeba czegoś więcej do szczęścia?
2.Jaką formę związku preferujesz: konkubinat,związek partnerski czy małżeństwo?
Yyy, czym się różni konkubinat od związku partnerskiego? Z racji, że nie lubię pierwszego określenia, to obstawiam że jestem za związkiem partnerskim. Jeśli dwoje ludzi się kocha, jest im ze sobą dobrze, to myślę, że nie trzeba tego szczęścia zapisywać na papierku. Natomiast jeśli dwoje ludzi stwierdza, że to jednak nie to, że się coś skończyło, że nie ma już tego floł, to czemu papierek ma ich powstrzymywać przed szczęściem osobno? No dobra, przyznaje się, śnił mi się własny ślub - tak, taki z białą suknią, rodzicami, weselem i... obudziłam się zlana potem, a P. kazałam oświadczać, że nigdy ślubu nie weźmiemy.
3.Co cię motywuje do działania?
Słońce i piwo. Jak tylko przychodzi wiosna, to jakbym na jakiś prochach jechała, banan na gębie i motorek w dupie. A piwo... hmm.. procenty sprawiają, że czuję, że mogę wszystko. To chyba nie jest zbyt pedagogiczne, ale tak niestety jest. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że wystarczy mi kilka łyków, hihi. Nie, nie pije piwa codziennie:D
4.Co cię motywuje do działania w gorszych momentach?
Stres. Ten to dopiero potrafi mnie zmotywować. Presja czasu i takie tam. A w tych takich dołkowatych to oczywiście P., który zawsze jest przy mnie.
5.Za 10 lat chciałabyn/chciałbym....
Mieć gromadkę dzieci i żółwia. A do tego własną firmę kosmetyczną. I jeszcze chciałabym chodzić do Kasi na babeczki. O tym, że chciałabym wciąż zasypiać z tym samym mężczyzną co dziś chyba nie muszę pisać ;)
6.Najważniejsze osoby w Twoim życiu to...
Mama i P.
7.Twoje wymarzone miejsce do mieszkania
Tylko jedno?:( Bardzo fajnie mieszka mi się w obecnym, to nasze pierwsze wspólnie wite gniazdko, a P. się ze mną przekomarza, że ostatnie. Jeszcze jakiś czas temu byłam przekonana, że chcę zamieszkać w mazurskiej chacie (koniecznie drewnianej!), ale ostatnio zakochałam się w starych willach na szczecińskim Pogodnie. Na dzień dzisiejszy marzę o takowej, z wielkim ogrodem, ja stara wariatka-kociara, P. stary gbur w swoim warsztacie z drukarką 3D.
8.Jaką książkę/książki obecnie czytasz?
"Mnie zabić" Joanny Chmielewskiej. Kocham tą kobietę, kocham jej styl pisania. P. czytając tylko fragment powiedział coś w stylu "jakbym Ciebie słuchał za kilkadziesiąt lat". A w kolejce czeka "101 rzeczy lepszych od diety"
9.Jakie cechy drugiego człowieka są dla Ciebie najważniejsze?
Szczerość, lojalność, poczucie humoru, posiadanie własnego zdania, nieprzeciętność
10.Twoje motto
Tylko idiota ma porządek, geniusz panuje nad chaosem.
Uff... Wybaczcie, że nikogo nie wyznaczam, bo mało kogo tu jeszcze znam. Kiedyś to nadrobię, obiecuję.
niedziela, 24 marca 2013
Rocznica
Placki wczoraj świętowały swoją czwartą rocznicę. Miało być dobre jedzenie, miało być sushi, miało być wspólne zdjęcie "Grumpy'owstwa", ale... tak się obżarliśmy frytkami, że nic z tego nie wyszło. Byliśmy szczęśliwymi, grubymi plackami. Już dawno odpuściliśmy sobie jakieś patetyczne świętowanie, romantyczne do porzygu kolacyjki itp., próby wspomniek "a pamiętasz jak" skończyły się już na pierwszym dniu naszego związku, jak to P. zamiast o ósmej rano, to przyszedł do mnie przed siódmą i jak to dopiero po kilku kilometrach spaceru powiedział, że mam całą buzię ubrudzoną pastą do zębów.
Prezenty to fajna rzecz, więc tego sobie nie odmówiliśmy. W tym roku są tak cholernie romantyczne, że nic, tylko usiąść i się głośno roześmiać. Placki mają więc nowy fantastyczny materac do łóżka (sprawdzony, hihih) i... kufer na zapasy kuchenne. Ubzdurałam sobie kwiatka, nie żadnego badyla w stylu czerwona róża, tylko jakiegoś w doniczce, takiego wiosennego wiechołcia. Przeszłam cały dział ogrodniczy w Castoramie i nic nie znalazłam, a tu mi P. przynosi śliczne nawilżacze do kwiatków, słonecznik (foto) i żółwik. Najwsapnialsiejszy prezent!
A tu nasz kufer (zdążyłam już tam zrobić bałagan, ale ciii).
Skoro składniki do sushi kupione, to zrobimy je dziś. Może nawet jakieś wino się nawinie... I materac trzeba przetestować kolejny raz ]:->
piątek, 22 marca 2013
Piąteczek!
Chyba dopadło mnie przedokresie. Sama ze sobą nie potrafię wytrzymać, ofiarą padła rurka z kremem i omlet z bitą śmietaną. I brud na szybach, ale to akurat dobrze. Chwała temu, kto wymyślił ściereczki z mikrofibry.
Próbuję jakoś przywołać tą wiosnę, padło na zmianę koloru świeczek, na bardziej kolorowe. P. zasiał kilka dni temu rzeżuchę (na kosmicznej ilości moich wacików za 300 $), trzeba jeszcze jakoś przystroić dom na święta. Zajmę się tym pojutrze :)
Byłam dzisiaj na wykładzie, jako zapędzona owieczka. Zaprosili jakiegoś profesora, ale jakoś niczego nowego się nie dowiedziałam, a zmarnowałam pół dnia. Bywa. W sumie zmarnowałam cały dzień, ale to akurat wina mojej macicy ;)
czwartek, 21 marca 2013
Nowe gałązki do gniazdka
Ten tydzień można śmiało ogłosić "tygodniem kurierów", drzwi się u nas nie zamykają. Dzisiaj czekaliśmy na dwie ważne przesyłki: pierwsza z nich to materac do łóżka, a druga dremelki - zabawki do warsztatu P. (jak kiedyś zrobi na nim porządek, to Wam ten warsztat po chichaczu pokaże).
Do kupna materaca zbieraliśmy się ponad rok, dlatego teraz nie mogę się na niego napatrzeć, jak sobie leży, dokładnie w takich samych wymiarach jak łóżko (wcześniej mieliśmy dwa, co ani na szerokość, ani na długość nie pasowały nijak). Testowanie miało być, jak tylko kurier zamknie za sobą drzwi, ale... poczekamy do rocznicy ]:->
P. miał swoje dremelki, więc żeby nie było mi smutno, kupiłam sobie kolejny pędzelek do kolekcji. Mam hopla na punkcie babusa, więc nawet jeśli EcoTools'y byłyby badziewiem jakich mało, ja i tak kochałabym je ponad wszystko. Na szczęście są jak na moje potrzeby całkiem dobre.
Po domu walają się aktualnie trzy kartony i folia, więc koty mają niezły plac zabaw:
I na koniec bonus: "Z życia sierotki Emilki" odc. 1
Chciałam sobie zrobić kawę w termokubku, a pech chciał, że przez nieuwagę postawiłam go na ziarnku kukurydzy. Zasypałam, elegancko chciałam sobie zalać i jak tylko pierwsza strużka wody wleciała do kubka, to on się przez tą nieszczęsną kukurydzę przewrócił. Mądra Emilka zawsze miała problem z wykonywaniem dwóch czynności na raz, więc skupiając się na podnoszeniu kubka lała sobie wrzątek na dłoń. Ok, zero paniki, szybko pod zimną wodę, szczęśliwa, że bąbli nie widać. Jak już miałam tą łapę pod kranem trzymać, to przy okazji zmyłam w tej lodowatej wodzie naczynia. Poszłam oglądać TV i jak mnie nie zaczęło piec... Stwierdziłam, że na ból najlepszy jest sen, ale przecież musiałam jeszcze umyć włosy. Poszłam pod prysznic i szybko tego pożałowałam. Pierwszy raz w życiu (no dobra, drugi) tak mnie bolało, że aż wyciskało łzy z oczu. Umyłam się jedną ręką i poszłam spać z dłonią w misce z lodowatą wodą obok łóżka. Teraz jeszcze trochę boli jak dotykam, ale w sumie jest ok.
Do kupna materaca zbieraliśmy się ponad rok, dlatego teraz nie mogę się na niego napatrzeć, jak sobie leży, dokładnie w takich samych wymiarach jak łóżko (wcześniej mieliśmy dwa, co ani na szerokość, ani na długość nie pasowały nijak). Testowanie miało być, jak tylko kurier zamknie za sobą drzwi, ale... poczekamy do rocznicy ]:->
P. miał swoje dremelki, więc żeby nie było mi smutno, kupiłam sobie kolejny pędzelek do kolekcji. Mam hopla na punkcie babusa, więc nawet jeśli EcoTools'y byłyby badziewiem jakich mało, ja i tak kochałabym je ponad wszystko. Na szczęście są jak na moje potrzeby całkiem dobre.
Po domu walają się aktualnie trzy kartony i folia, więc koty mają niezły plac zabaw:
I na koniec bonus: "Z życia sierotki Emilki" odc. 1
Chciałam sobie zrobić kawę w termokubku, a pech chciał, że przez nieuwagę postawiłam go na ziarnku kukurydzy. Zasypałam, elegancko chciałam sobie zalać i jak tylko pierwsza strużka wody wleciała do kubka, to on się przez tą nieszczęsną kukurydzę przewrócił. Mądra Emilka zawsze miała problem z wykonywaniem dwóch czynności na raz, więc skupiając się na podnoszeniu kubka lała sobie wrzątek na dłoń. Ok, zero paniki, szybko pod zimną wodę, szczęśliwa, że bąbli nie widać. Jak już miałam tą łapę pod kranem trzymać, to przy okazji zmyłam w tej lodowatej wodzie naczynia. Poszłam oglądać TV i jak mnie nie zaczęło piec... Stwierdziłam, że na ból najlepszy jest sen, ale przecież musiałam jeszcze umyć włosy. Poszłam pod prysznic i szybko tego pożałowałam. Pierwszy raz w życiu (no dobra, drugi) tak mnie bolało, że aż wyciskało łzy z oczu. Umyłam się jedną ręką i poszłam spać z dłonią w misce z lodowatą wodą obok łóżka. Teraz jeszcze trochę boli jak dotykam, ale w sumie jest ok.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
