Jeśli masz ochotę pogadać...



Jeśli masz ochotę pogadać... to śmiało pisz na gg 6821926. Może być o pogodzie, może być o kotach, a nawet o polityce. I tylko z pozoru jestem niedostępna ;)

niedziela, 7 lipca 2013

Cisza... i rezygnacja z wyjazdu.

Uff... w domu jest cicho, a kot nie musi się chować za firanką. Odwiedziła mnie siostra z córeczką i nie to, że nie lubię jak przyjeżdżają, ale... cały dom wywrócony jest do góry nogami. My naprawdę jesteśmy spokojnymi ludźmi, nie wadzącymi nikomu i robimy się całkiem nerwowi, jak ktoś nam chce to zaburzyć. 

A trzeba przyznać, że jesteśmy dość specyficzni - mniejszy i większy introwertyk, i nam z tym cholernie dobrze. P. ma urlop, mieliśmy gdzieś wyjechać, na początek miały być Bieszczady, potem Mazury, Wąchąck, Góry Świętokrzyskie, a na koniec Malbork. W pewnym momencie P. się zapytał, czy my naprawdę chcemy gdzieś wyjechać, czy tylko szukamy na siłę. No cóż, oboje znaliśmy odpowiedź.

 I wiecie co? To był moment, w którym uświadomiłam sobie, jak ja go bardzo kocham. Jak bardzo do siebie pasujemy. Bo nikt inny nie jest w stanie uwierzyć mi, że ja np. nie chcę spędzić trzech dni w SPA (za darmo!)... Zastanawiałam się, czy to nie chodzi o wyjście z psychicznej strefy komfortu, ale nie. Po prostu nie lubię i nie czuję potrzeby. I jeśli ogromną frajdę sprawia mi straszenie P. maseczką z glinki w domu, to będę to robić :) 

Haha, tegoroczny urlop zyskał miano "wakacje z introwertykami". 

niedziela, 30 czerwca 2013

Imieniny u państwa R.

Kilka dni temu, dzięki telefonom od rodziny dowiedzieliśmy się, że mamy w weekend imieniny. Nie żebyśmy o tym wcale nie wiedzieli, ale... U nas imieniny obchodzą dorośli, a dzieci urodziny. Więc co? Naprawdę jesteśmy już dorośli? Na szczęście tylko w metryce ;) Inna sprawa, że duszami towarzystwa to my nie jesteśmy, więc dwa rodzinne spotkania w ciągu trzech dni to wyczyn. Mało tego, jedno okazało się "małą" niespodzianka i w końcu miałam okazję poznać sławną ciocię. Przeżycia takie, że ręce mi się trzęsły podczas krojenia ciasta. 

Okazało się, że trzy kieliszki w domu to jednak za mało. Cztery krzesła też... i oprócz "ciastek dla gości" przydałoby się coś jeszcze na niespodziewane wizyty. Praktyka czyni mistrza, oficjalnie kurą domową jestem dopiero drugi dzień, więc czuję się usprawiedliwiona. 

A teraz pochwalę się prezentami, musicie przyznać, że idealne dla "młodej kury domowej" :D







czwartek, 27 czerwca 2013

Mgr inż. Emilka! :)

Uff, już po wszystkim. Wczoraj jeszcze stresowałam się tym, że się zupełnie nie stresuję. Dziś rano żołądek podchodził mi do gardła, a zęby szczękały - nie wiem czy z zimna, czy ze zdenerwowania. Cały stres odpłynął w momencie, kiedy weszłam na salę egzaminacyjną i tak się rozgadałam, że kazali mi przestać ;) Dodatkowym zaskoczeniem była 5! Nie z obrony, nie z pracy, ale 5 na dyplomie! :) Nigdy nie zależało mi na ocenach, dlatego nawet nie przypuszczałam, że wyjdzie mi taka średnia... dziecko szczęścia ze mnie, bo byłam na progu 4+/5 ;) No, to już się pochwaliłam.

Po takim ciężkim poranku, mogłam sobie wybrać żelki z wielkiej, kolorowej ściany. Wierzcie mi, nawet najlepsza impreza nie dałaby mi tyle szczęścia, co nakładanie sobie każdego rodzaju cukierasów do papierowej torebki. Do tego ser pleśniowy i sok pomarańczowy - jestem w raju! 


P. oczywiście był przy mnie, nie tylko dzisiaj - kiedy już chciałam uciekać z pod sali, ale przez całą moją studencką edukację i imprezy. Nie wyobrażam sobie, co by wyszło z mojego roztrzepania i panikarstwa (oj, czasem mi się zdarza), gdybym nie miała przy sobie P. - człowieka twardo stąpającego po ziemi. Żeby było jeszcze romantyczniej, to dał mi dzisiaj kapselek od tymbarka*:


* wróżenie z kupionych tymbarków jest dla lamusów, my swoje wróżby zbieramy z ziemi :D

sobota, 22 czerwca 2013

O jak mi dobrze!

Koniec teorii w życiu, czas na praktykę. Dzień się jeszcze nie skończył, a ja już jestem z niego zadowolona. 

Rano praca. Wiecie jakie to cholernie przyjemne uczucie, jak się wchodzi do socjala, widzi uśmiechniętą szefową, która mówi "o, fajnie że jesteś". Jak się żartuje i wspólnie podżera krówki z B., i robi taniec szczęśliwego człowieka z P., jak wybiła 14 i mogłyśmy iść do domu. W sumie szkoda, że zostały mi tylko dwa dni z tymi ludźmi.

A to moje mega arty - Emilka dorwała się do kalejdoskopu!

Wpadłam do domu, nie złamałam klucza w zamku (a było blisko!), w pięć minut przerobiłam się w wersję grill i pojechaliśmy na Głębokie. Najadłam się za wszystkie studenckie czasy, pograliśmy w babingtona (tak to się pisze? pierwszy raz widzę to słowo na oczy:D), porodzinkowaliśmy i podowcipkowaliśmy. 

Jesteśmy duże dzieciaki i pierwsze co zrobiliśmy po powrocie to... wodne lody - pałeczki z zamrażalnika i TV. A teraz popijam sobie mrożoną kawę i zastanawiam się, co by w ten wieczór robić ;) 

Książka? Czasopisma? Dobry film? 
+ pedicure i malowanie paznokci:D

czwartek, 20 czerwca 2013

Zaliczyłam!!!

Wczoraj zastanawiałam się już, czy nie rzucić studiów przed ostatnim egzaminem. Był płacz, rzucanie notatkami i przeklinanie wszystkiego, na czym świat stoi. Do teraz nie wiem, które aminokwasy należy zmodyfikować, by otrzymać pożądany enzym, ale już mnie to nie obchodzi. Jak tylko się obronię robię wielkie ognisko z notatek, ktoś się pisze na kiełbaski? :) Byłam u promotor dzisiaj, byłam u recenzenta i... spotykamy się na obronie w przyszłym tygodniu. 

Powoli odnajduję się w roli kurki domowej, kupiłam foremki do muffinek, P. obiecał mi miotłę w prezencie i czuję się spełniona. Planuję nawet dzisiaj sernik zrobić, ale muszę przeczekać upał. Będę narzekać na pogodę, przyzwyczajcie się ;)

Wczoraj było tak (jedyny pozytywny element, to słonecznik od P): 

A dziś tak:


Wczoraj w akcie desperacji podjęłam 30 dniowe wyzwanie i dobrowolnie dodałam 100 skakanek:



wtorek, 18 czerwca 2013

Walka z Inżynierią Enzymową c.d.

Przeglądając po raz drugi notatki przestałam się dziwić, czemu nie zaliczyłam ;) Tym razem będzie test, więc wystarczy porządnie przeczytać, zrozumieć i zapamiętać kilka ważniejszych rzeczy. Nie zmienia to faktu, że już panikuję. Żeby mi się lepiej uczyło kupiłam sobie bambusowe długopisy ^.^ Za cokolwiek bambusowego dam się pokroić, moja trumna czy tam urna też pewnie będzie z bambusa. Mam nadzieję, że przyniosą mi szczęście na egzaminie... Dobra, wracam do notatek :)


Wpadłam na genialny pomysł. Znacie może jakąś internetową hurtownię artykułów papierniczych? Tzn. tanią i dobrą:D

piątek, 14 czerwca 2013

Absolutorium

Powtarzam się, ale muszę to powiedzieć: nie lubię tego typu imprez. Ok, kończę studia, może to jest jakieś wielkie wydarzenie, ale wolałabym je przeżywać na spokojnie w domu, niż biegać w workowatej todze po scenie. No to sobie ponarzekałam.


No ok, było przyjemnie. Przyjechali rodzice, chyba nawet byli ze mnie dumni, P. się nie spóźnił (choć obiecanych harcereczek z kwiatkami nie było) i jakoś to wszystko poszło bezproblemowo. Udało mi się zrobić w miarę zjadliwy obiad, polatałam z rodzicami po castoramie, a potem byliśmy na lodach i wjechaliśmy na wieżę katedry. Po raz kolejny zakochałam się w Szczecinie, kto nie był tu jeszcze, to gorąco zapraszam ;) 

Ostatnio te moje notki takie o niczym są, ale ten niezdany egzamin chyba mnie zainspirował do pracy nad sobą, więc możliwe że się tu coś pozmienia.