Jeśli masz ochotę pogadać...



Jeśli masz ochotę pogadać... to śmiało pisz na gg 6821926. Może być o pogodzie, może być o kotach, a nawet o polityce. I tylko z pozoru jestem niedostępna ;)

wtorek, 20 sierpnia 2013

Na zwolnionych obrotach

Cisza, spokój... czego chcieć więcej? Po dwóch miesiącach od obrony w końcu poczułam, jak to być tą kurą domową. To dopiero trzeci dzień, a ja już się nakombinowałam ;)

Po pierwsze to przemeblowałam sypialnię, no dobra, tylko odwróciłam łóżko. Nagle zrobiło się więcej miejsca i tak jakoś bardziej przestrzennie. Muszę coś jeszcze na oknach wykombinować, bo jak patrzę na te rolety to... aaa nie będę się denerwować:D

Po drugie to założyłam kolejnego bloga, powiedzmy że zawodowego. Biotechnologia cholernie mnie kręci, wierzę w jej przyszłość, a blog jest po to, żeby nie wypaść z informacyjnego obiegu. Żeby nie zapomnieć. Żeby poczuć to floł, które mi towarzyszyło podczas studiowania. Jeśli kogoś to interesuje, to zapraszam: BIO-TECHNOLOG

Po trzecie to chcę schudnąć. Naprawdę czuję taką potrzebę, bo przestałam się czuć komfortowo w moim 60+. Wymarzona waga to 58. Damy radę? Damy! 

Po czwarte, to dostałam moje pierwsze kartki z postcrossing - Francja i Ukraina :)  Ja wysłałam już dwie, a kolejny adres wylosowany :)


sobota, 17 sierpnia 2013

Małe szczęścia :)

Obudziłam się. Obok P. czytał książkę, a kot wdrapywał się na mnie głośno mrucząc i pierwsza myśl dzisiejszego dnia: ale ja jestem szczęśliwa! W stan euforii wprowadzają mnie takie właśnie małe szczegóły jak pyszna kawa czy kolejny gadżet do kuchni. Targając paprotkę do domu pomyślałam, że ogromne znaczenie ma tu poczucie bezpieczeństwa, jakim otacza mnie P. I ta wolność jaką oboje sobie dajemy. 

Rozglądając się dzisiaj po domu uśmiechałam się do kilku "przedmiotów". Może to nie jest normalne, ale to wszystko po prostu poprawia mi humor :)

Aaa! Kosmetyki to chyba jedyna słabość, która mnie łączy z kobiecością. Daleko mi do wymuskanej panienki, ale o drogeryjnych cudeńkach mogę rozmawiać w nieskończoność ;) 

Peeling Joanna - zwykle robię sobie z kawy, ale czasem skuszę się na gotowy - głównie dla zapachu
Original source edycja zimowa - skusiłam się, bo był w CND i się zakochałam w tym zapachu. W sumie w opakowaniu też. 
Zestaw melisa - znowu zaczęłam się bawić w testowanie i w konkursy i oto wynik ;) Na tą chwilę mogę tylko powiedzieć, że jak nie przepadam za ziołowym zapachem tak ten uwielbiam. 


Kolejne cosie, które sprawiają mi mega przyjemność, to książki. Ostatnio trochę je zaniedbałam, ale już nadrabiam zaległości. Rada dla mnie na przyszłość: mniej poradników więcej fabuły, bo aktualnie posiadam taki stosik do przeczytania:


A to pan paprotek, o którego P. upominał się chyba z rok. No to mu dzisiaj kupiłam i przyprawiłam gębę ;)


Z językiem angielskim raczej się nie lubimy... Pora to zmienić. W nauce języków przeszkadza mi moja racjonalność - z gramatyką nie mam większych problemów, ale wymowa... leży i kwiczy. Do dziś się zastanawiam, jakim cudem zdałam egzamin (pisemny i ustny!) na poziomie B2. Obiecuję, że za rok będę już świergotać :D


piątek, 16 sierpnia 2013

Inspiracje balkonowe

Nasze mieszkanko ma już prawie cztery lata, a niestety balkon nie doczekał się jeszcze zagospodarowania. Wzięłam sobie więc za punkt honoru jakoś go urządzić i... przepadłam. Już czuję, że to będzie moje miejsce. Na czytanie, na popołudniową kawę, może nawet na szydełkowanie ;) 



Marzy mi się balkon w drewnie, bardzo przytulny, ale też i praktyczny. Na początek potrzebujemy podłogi, cały czas się waham pomiędzy drewnem a gresem ala drewno. Poza tym chciałabym jakieś wygodne siedzisko, mały stoliczek, a na reszcie powierzchni mały ogródeczek warzywno-ziołowy. Może jakieś kwiatki u sufitu... 


Podświadomie wybierałam chyba zdjęcia z doniczkami na zioła, ale co ja zrobię jak one mi się tak bardzo podobają ;)






Ale się nakręciłam... ;)


środa, 14 sierpnia 2013

Pora na siebie.

Naprawdę podziwiam rodziców, którzy mają dwójkę, trójkę szkrabów i są w stanie normalnie egzystować. Ja szczerze mówiąc przy jednym wysiadam, nie mam siły już wymyślać kolejnych gier i zabaw... A to tylko tydzień opieki nad rezolutną, ale bardzo absorbującą sześciolatką. 

Przez kilka ostatnich dni zaczęłam zwracać uwagę na matki z naszego osiedla i zaobserwowałam, że dzielą się na dwie grupy. Mamy uśmiechnięte i mamy krzyczące. Te pierwsze są zwykle zadbane, a te drugie rozlazłe... Pierwsze bawią się z dziećmi na placu zabaw, drugie siedzą i plotkują na ławkach co chwila pokrzykując na dziecko, że buja się za wysoko. Myślicie, że to zależy od podejścia, czy też od dziecka? Czy może od zaangażowania tatusiów? Bo z tego, co zdążyłam zauważyć, to na pewno nie od zasobności portfela ;) 

Przez pierwsze dni latałam za tym dzieckiem jak głupia, co mała zaczęła trochę wykorzystywać. Odmieniło mi się, jak P. zabrał ją na spacer, a ja miałam ponad godzinę tylko dla siebie. Uświadomiłam sobie, że przez trzy dni nie zrobiłam nic dla siebie - nie malowałam się, nie przeczytałam ani jednej strony książki, nie obejrzałam nic poza bajkami. Przeraziłam się myślą, że kiedyś będę miała SWOJE dziecko... i że to byłby stan permanentny. Powiedziałam STOP.

Dzieciak może poczekać pięć minut przed spacerem, aż się pomaluję (u Z. przejawiało się to jęczącym "już idziemy?" x 100), nie muszę siedzieć przy niej oglądając bajki ("ciocia, siedź tu, mama zawsze ze mną siedzi") itd. 

Krew mnie tylko zalewa, jak Zuz rusza nasze koty. 


poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Dobra/niedobra ciocia

Moja siostra na dniach rodzi... Dla Zuz brat jest równoznaczny z końcem świata, bo aktualnie to ona jest pępkiem świata, oczkiem w głowie babć, dziadków, cioć i wujków. Pomijam postawę rodziców, ale szczerze dzieciakowi współczuję... Dla osłody zabrałam ją na kilka dni do nas :) 

Akurat w Szczecinie odbywały się zawody strażackie, zorganizowano też fajną imprezę dla dzieci:) Konkurencje były identyczne, ale poziom trudności...hm... oczywiście wyższy:D Zuz dostała dyplom i medal (pierwszy w życiu!).



Później wspinała się po skałkach i po skrzynkach ;) Mała alpinistka :)


Pływałyśmy też motorówką i odkryłam, że naprawdę boję się wody. Życie przebiegło mi przed oczami, jak prędkość powodowała wiatr we włosach ;) Dodatkową atrakcją było zatrzymanie przez policję - niestety autentyczne... Mam nadzieję, że kapitan nie dostał zbyt wysokiego mandatu ;) 

Zuza ciąga mnie oczywiście też po placach zabaw, ale jakoś da się to przeżyć. Chciałam jej jeszcze coś pokazać, ale niestety nie mogę nic znaleźć dla takiej specyficznej sześciolatki. Większość stałych szczecińskich atrakcji mamy już zaliczone, a zuz dwa razy do tego samego miejsca nie wchodzi. Może jutro wyciągnę ją jeszcze do jakiegoś muzeum, zależy od humorku. Kurczę, nawet w kinach tylko trzy bajki i żadna zbytnio się dla niej nie nadaje. 

Opieka nad tym żywym srebrem sprawia, że padam ze zmęczenia razem z nią przy bajkach o Barbie. Dosłownie, padam na pysk. 

A teraz ciemniejsza strona medalu. Jestem totalnym przeciwieństwem mojej siostry, to się chyba przekłada na podejście do wychowania dzieci. Dla mnie dziecko to partner, ja je szanuję, a ono ma szanować mnie. Bardzo chętnie wysłucham jego zdania na każdy temat i jestem skłonna do pójścia na kompromis, jeśli znajdzie inny argument niż "bo tak". Nie mam zamiaru karmić dziecka opowieściami o mikołaju czy wróżce zębuszce.... Od początku chcę być wobec niego fair. Zuz to niestety idealny przykład typowego jedynaka, wychowywanego przez wszystkich. Jest święcie przekonana, że we wszystkim musi być najlepsza. Raz się od niej wymaga, innym razem odpuszcza, a nawet popuszcza... Dla mnie to po prostu brak konsekwencji. 

Widzę, jakie P. ma podejście do dzieci i bardzo mi się podoba. Widać jego żołnierskie wychowanie ;) Przy tym jest oczywiście wspaniałym kompanem do zabaw (ciągle powtarza, że ma pięć lat i czasem tak się zachowuje;) i czułość nie jest mu obca. Ja podchodzę do dzieciaków bardziej emocjonalnie, ale zasady są zasadami. 

Pewnie łatwo o tym mówić, jak się nie ma swoich dzieci, ale poeksperymentować na cudzych można. Nie mówię, że będziemy idealnymi rodzicami, ale swoje dzieci chciałabym nauczyć przede wszystkim miłości, szczerości i szacunku. Nie musi być najlepsze, nie musi znać pięciu języków... Może być po prostu łobuziakiem, który z rozkosznym uśmiechem będzie potrafił powiedzieć "przepraszam", albo cichutką dziewczynką, która będzie bała się własnego cienia i największą frajdę będzie sprawiało jej rysowanie... Albo kimkolwiek... ale to będzie ich decyzja ;)

Eh, chyba chciałabym już poeksperymentować na własnym...


piątek, 9 sierpnia 2013

U rodziców :)

Boże, jak ja ich nie ogarniam. Po 33 latach się przeprowadzają, wcześniej musieli przeprowadzić kapitalny remont w nowym domu. Oboje są już na emeryturze, a każde ma energii jak dziesięciu moich rówieśników razem wziętych. Praktycznie wszystko zrobili sami, bez żadnych fachowców (nie licząc oczywiście tego, że każdy Polak jest fachowcem we wszystkim). Dom nabiera już ostatecznych kształtów i... cholernie mi się tu podoba :)

Z rodzicami nie mieszkam już osiem lat i naprawdę ciężko przestawić mi się na ich tryb życia. Ja sobie cenię ciszę i spokój. Na rzeczy, które nie mają na mnie wpływu (albo ja na nie), po prostu nie zwracam uwagi. Nie jestem też duszą towarzystwa, przez nasz dom nie przelewają się tłumy znajomych. Tutaj jest zupełnie odwrotnie. Tutaj trwa wiecznie dyskusja o drobniutkich szczegółach np. próg w drzwiach. A jak jeszcze do tego dołączy moja rodzona siostrzyczka, to autentycznie wychodzę. I jest jeszcze coś, do czego się chyba nigdy nie przyzwyczaję: mama uwielbia rozmawiać przez telefon. Od jakiegoś czasu ma darmowe rozmowy... Przy kawie odprawia swój rytuał i wydzwania po rodzince i znajomych. Dodam, że średni czas mojej rozmowy z mamą to jakieś 15 minut, a z P. góra minutę. 

Dzisiaj wracam już do domu, ale... będzie jeszcze głośniej, bo zabieram pannę Zuzannę. Będziecie trzymali kciuki, żebym przeżyła? ;)

środa, 7 sierpnia 2013

Jednak się załapałam TTSR 2013

Uwielbiam Szczecin i naprawdę bardzo optymistycznie podchodzę do wszystkiego, co się w tym mieście dzieje. Mam tylko ten problem, że nie lubię dużych skupisk ludzi i wszystkiego, co jest mega trendy. Takie tam moje uprzedzenia, z którymi nawet nie chcę walczyć.

Finały regat to międzynarodowa impreza, Szczecin tak jak poprzednio spisał się na 5! Próbując uniknąć tłumów i korzystając z tego, że wczoraj był ostatni dzień wybrałam się pooglądać żaglówki. Pierwsza myśl: "to naprawdę Szczecin?", druga: "zayebiście, jakby zawsze było tutaj tak ładnie". Kurczę, te stateczki po prostu pasują do tych nowych bulwarów ;)




Piękny, prawda? Moje zainteresowanie motoryzacja sprowadza się do pojazdów wojskowych (hammer <3), harley'ów i matowego wykończenia. Tutaj mamy połączenie dwóch ostatnich... Cudo!

Wieczorem obejrzeliśmy Django, jak ja uwielbiam słodkich i kulturalnych łotrów. Momentami musiałam zamykać oczy, ale warto było ;) Tak genialny, że żałuję, że nie poszliśmy do kina jak mieliśmy okazję.

Dzisiaj jadę do rodziców, potem zabieram Zuz do Szczecina... i spróbuję to wszystko przeżyć :)