Jeśli masz ochotę pogadać...



Jeśli masz ochotę pogadać... to śmiało pisz na gg 6821926. Może być o pogodzie, może być o kotach, a nawet o polityce. I tylko z pozoru jestem niedostępna ;)

czwartek, 13 czerwca 2013

Oblany egzamin

A miało być tak pięknie, egzaminy załatwione jeszcze przed sesją, szybka obrona i... życie. Dr D. postanowił mi jednak przedłużyć dzieciństwo o jakieś dwa tygodnie. Formy ustne egzaminów nie są moimi ulubionymi, niestety. A uczyłam się naprawdę dużo, więcej czasu poświęciłam chyba tylko na naukę do egzaminu na inżyniera. 

Na szczęście to była tylko zerówka, po prostu zaliczę egzamin w normalnym terminie i obronię się ze wszystkimi. Oczywiście ma to swoją dobrą stronę, teraz mam mnóstwo wolnego czasu, bo wszystko inne zaliczone, a praca magisterska leży już w dziekanacie. 

A teraz idę odpocząć chwilkę po nieprzespanej nocce, żeby wieczorem zająć się przygotowaniami do jutrzejszego absolutorium. 

niedziela, 9 czerwca 2013

Triduum Inżynierii Enzymowej

Niedziela, Poniedziałek, Wtorek - wszystkie moje myśli krążą i będą krążyły wokół tej wspaniałej dziedziny nauki. Podobno z tego są pieniądze. Czytałam trochę notatek i z tego co się zdążyłam zorientować, to znajomość wzorów strukturalnych aminokwasów naprawdę jest przydatne ;)

Przypomniała mi się nuta z czasów LO, jakże pięknych czasów :)


piątek, 7 czerwca 2013

Jest i ona!

Oprawiona i złożona w dziekanacie. Z nauki zostało mi dwa dni na uczelni, jeden egzamin i obrona. Dumna z siebie jestem i nawet kupiłam sobie w nagrodę książkę, dziecko sławnego Sekretu, zobaczymy co tam ciekawego odkryli.

W porównaniu do pisania inżynierki, to magisterka była przyjemnością, mam nadzieję, że obrona też będzie bezproblemowa :)

Chciałam w tym tygodniu dokończyć wszelkie formalności, poskładać dokumenty itp. W ostatniej chwili zdecydowałam się na angielską wersję dyplomu, a to wiązało się z dodatkowym zdjęciem. Nie myślałam, że będę miała z tym tyle problemów, zdjęcie przecież wystarczyło tylko wydrukować. Nic bardziej mylnego, u pierwszego fotografa nasłuchałam się tylko o tym, że studenci to nie ludzie, tylko jakieś zwierzęta, którzy myślą, że wszyscy są na ich usługach. 

Zdenerwowałam się strasznie, płacę to wymagam, a fotograf to chyba firma usługowa. Babka była tak nieprzyjemna, że aż mi się udzieliło - z satysfakcja powiedziałam, że idę dać zarobić konkurencji. I poszłam, może nie załatwiłam wszystkiego tak jak chciałam, ale jakość obsługi niebo a ziemia. Miło, z poniedziałkowego terminu zeszliśmy do dwóch godzin i jeszcze dostałam rabat, bo spóźnili się 10 minut. Największa różnica pomiędzy dwoma foto punktami? W pierwszym głęboki PRL, w drugim sama młoda ekipa nastawiona na zadowolenie klienta. 

Następny krok milowy - punkt ksero. Zaniosłam w poniedziałek wydrukowane prace do oprawy i wydrukowania kolorowych stron. Miało być gotowe na wtorek, wyszedł piątek. Okazało się, że drukarka się rozregulowała, a praca jest cała powyginana - teoretycznie dlatego, że włożyłam do koszulki, ale w sumie to wina mojej drukarki. Do obrony się uleży ;)

A teraz największe miłe zaskoczenie: w dziekanacie nie robili problemów! :) Ganiałam z tym wszystkim pół dnia po mieście, ale cel osiągnęłam.

Wróciłam do domu padnięta. A czekała mnie jeszcze praca i rozmowa z panią kierownik. Szybka mrożona kawa i krótka drzemka w ramionach P. postawiła mnie na nogi. W pracy było nawet miło, odkryłam w sobie jakiś dar pomagania innym. Trochę bałam się wypalić szefowej: "znikam na 10 dni", ale dla niej nie był to żaden problem - naprawdę kamień spadł mi z serca. 


A jutro jedziemy do mamusi ^^. 

czwartek, 6 czerwca 2013

Pewna jest tylko śmierć.

Aktualnie żyję z dnia na dzień i nie jestem w stanie nic zaplanować. W następny weekend mam być w czterech miejscach w jednym czasie, kurczę, nawet w pięciu. Ktoś ma jakiś pomysł na realizację tego? :D 

Możliwe, że za dwa tygodnie (DWA!!!!) się obronię. I jak ktoś się jeszcze raz mnie zapyta co po studiach, to zabije, ostrzegam. Był plan, ale prysł. Plan B - wciąż możliwy, ale potrzeba dużo pracy i wsparcia. Plan C - zacząć szukać pracy, jak normalni ludzie. Jest nawet plan D, bo ja przecież nie mogę tak z dnia na dzień skończyć się uczyć. Jestem w czarnej dupie, naprawdę. 

A co robię? Gram w grę! :D Jestem uzależniona od gierek typu "wystrzel i zbieraj bonusy" ;) 




środa, 5 czerwca 2013

Ogłaszam przerwę!

Od nauki na 15 minut ;) Czy ja już kiedyś mówiłam, że dopiero na ostatnim roku studiów odkryłam, że mój kierunek mnie strasznie pasjonuje? Naprawdę mogę czytać godzinami o tych bakteryjkach, ale niekoniecznie jak muszę to robić, czyli właśnie teraz. Przedostatni egzamin... ehh. 

Ogarnęłam i zrozumiałam już większość, teraz czeka mnie głównie pamięciówka i wielka powtórka jutro. Z okazji nauki robiłam dziś oczywiście mnóstwo rzeczy, tj. byłam na spacerze (cytrynowe lody są pyszne!) i obejrzałam kilka odcinków Archiwum X. Ooo, i jeszcze zrobiłam pizzę z małymi pizzerinkami. 


Chcę, by było już jutro, ta właśnie pora... 

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Chyba kończę studia...

Dziś doszło do mojej świadomości, że przy dobrych wiatrach, czyli za jakieś dwa-trzy tygodnie będę magistrem. Dzielą mnie od tego dwa egzaminy i obrona - w sumie nic wielkiego! :) 

Właśnie wydrukowałam magisterkę razy trzy, jeszcze ciepła. Jutro oddaję ją do oprawy, jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to w czwartek złożę wszystkie dokumenty. W tą środę jeden egzamin, w następną drugi - mam nadzieję, że już ostatni na tych studiach. Zaraz siadam do nauki, nawet całkiem przyjemna będzie - zarwana nocka mnie czeka. Uwierzcie mi, uwielbiam taki stan rzeczy - czuję, że żyję:D




Rozpiętość moich dzisiejszych humorków była porównywalna do tej Mount Everest - Rów Mariański. Mega szczęśliwa z powodu ukończonej magisterki i podpisanego przez promotorkę papierka, a z drugiej strony strasznie zdenerwowana. Ludzka głupota i bezmyślność, brak odpowiedzialności - chyba mam za duże oczekiwania wobec ludzi kończących studia, no ale cóż. Ja przewracam dom do góry nogami, a ktoś mówi, że "kiedyś się odda", albo że rozmowy z koleżanką są bardziej pasjonujące. W takich momentach cieszę się, że to już koniec.

Trochę oberwało się P. przez ten mój humorek, ale na szczęście namówił mnie na wieczorne rolki, więc "wyjeździłam" podły humor i siadam z zapałem do notatek ^^


Mądrość z kabaretu:
Masz jedno życie, a tak nim szastasz.


niedziela, 2 czerwca 2013

Dzień Dziecka - wyprawa do ZOO w Poznaniu

Na początku miał być powrót do korzeni i Lednica. Do Kościoła mi ostatnio zdecydowanie dalej niż bliżej, ale kto był na polach ten wie, że atmosfera jest tam cudowna. W ostateczności padło  na wyprawę do Poznania, a konkretniej do ZOO. Cała organizacja polegała na wymianie kilku smsów ;)

Napiszę w skrócie i w sumie tylko dla swojej pamięci, co tam się działo:D Musicie mi wybaczyć, bo nie mam siły na opisywanie:D

- pobudka 5.55 - wyjście z domu 6.08
- gdzie jest tor 4?!
- mogę już zacząć jeść?
- jedzenie, jedzenie, kwaśny lizak, jedzenie
- rossmanowskie parasolki
- w którą stronę?!
- schowaj/wyciągnij parasolkę x 1000000
- aleja sukni ślubnych
- rynek Łazarza/łazarski to nie jest TEN rynek
- dziwne uliczki
- genialny pomysł: dobówka!
- ksiądz do mnie przemówił
- którędy do ZOO?
- 1500 m to problem jakiś?:D
- ZOO, ja chcę do słoni, znowu 1500 m?!
- kolejka! za darmo!
- w poszukiwaniu nosorożca
- nie idziemy dalej!
- szukanie pizzerii przez szybę tramwaju
- ehh, McDonalds rozwiązaniem problemu
- moje dwie wygrane:D
- ja chcę na Rynek! zaufajcie mi!
- ooo, Poznań jest jednak ładny, można powiedzieć, że nawet romantyczny
- poznańska Biedronka i poznańska funfelka
- ciasna ławeczka i widok na wc
- wszechwiedząca starsza pani w przedziale
- jedzenie!
- nie umiem otwierać drzwi, ale się nauczę!
- P. na dworcu z ciepłą kawą w termosie
- romantyczny spacerek do domu :)
- U Pana Boga za piecem
- hopsi hopsi

A teraz trochę zdjęć: